Przy okazji sprzątania domu wygrzebałam mój blok rysunkowy sprzed jakichs 16 lat, z całkiem ciekawą zawartoscią.
Mam tego dużo więcej, ale mając 4 lata, preferowałam malarstwo zdecydowanie wielkoformatowe, więc jestem w stanie zaprezentować tylko co ciekawsze kawałki z owego bloku a4

Pierwsza strona. Bardzo przyjemna na pierwszy rzut oka, póki się nie zauważy tej rozbebeszonej głowy ._.

Latawce są bardzo częstym motywem. Tu - z kończynami

Roslina z prezerwatywą (?)

Tu jestem akurat pewna, że jest to rycerz na koniu, ale zwierzę, z którym się zmaga stanowi dla mnie zagadkę

Moja mateczka, jak sądzę

Cóż, w sumie do dzis rysuję takie rzeczy

Klasyka

A na koniec mój faworyt - nosferatu w trawie

I dla kontrastu, dwie nowe rzeczy, urodzone mimo kolosalnego artblocka i zgwałconej motywacji.
Wilbur Whateley z 'koszmaru w dunwich' Lovecrafta. W tle - kawałek brata. Nie to samo co różowy ktulu, wiem, ale nie umiem zawsze trzymać takiej formy

W najbliższym czasie dostanie czarne tło i szare cienie, bo teraz już mi się nie chce. Zresztą miałam weekend bez tabletu, za to z artblockiem.
Na koniec rysun tylko i wyłącznie dla Bogula, ponieważ stanowi dopełnienie naszej dzisiejszej rozmowy. O nic nie pytamy.

Patrz jak Ci rasowo zmolestowałam Jasia. ojciu, ojciu ^^
boże, kulam się x(

